Pośpiech złym doradcą

Zgłasza się do mnie na samym początku 2020 roku młode małżeństwo. Działka już kupiona, projekt domu jest. Do wbicia pierwszej łopaty w ziemię brakuje tylko ostatnich dokumentów i kredytu hipotecznego.

Ambitni, z różnorodnymi dochodami (powołanie na członka zarządu, umowa zlecenie, umowa o pracę, działalność gospodarcza). Przeliczam zdolność – jest 🙂 A więc czekamy tylko na ostatnie dokumenty, aby móc złożyć wniosek kredytowy.

Kiedy jesteśmy już gotowi, wybucha pandemia i nagle okazuje się, że dochód z umowy zlecenia nie jest już mile widziany, działalność gospodarcza także wykluczona… Powołanie nie w każdym banku akceptowane…

Przeliczam ponownie zdolność, niestety nie jest już tak optymistycznie, jak wcześniej. Wiele banków odpadło, a to co zostało, nie daje nam pełnej kwoty. Mimo tego klienci decydują się na złożenie wniosków. Czas oczekiwania na decyzję przedłuża się w nieskończoność, napięcie rośnie, pojawia się stres. Jest decyzja – odmowa, kolejna – odmowa (zbyt wysokie ryzyko), kolejna – kwota zdecydowanie poniżej oczekiwań.

Klienci zaczynają się denerwować obecną sytuacją, ponieważ ich marzenie o pięknym domu zaczyna się oddalać. Nalegają, aby próbować w kolejnym banku. Kiedy czuję, że działają pod wpływem emocji i stresu, siadam z nimi ponownie, aby omówić, co dalej. Sugeruję, żeby wstrzymać się na kilka miesięcy, niech sytuacja rynkowa trochę się uspokoi i wtedy złożyć kolejny wniosek. Czuję, że nie są przekonani do tego pomysłu, ale mimo to, wstrzymują się.

Koniec wakacji, czas kolejnej próby. Przeliczam zdolność – jest 🙂 Nastawienie banków do kredytobiorców – zdecydowanie lepsze. Składamy wniosek i wszyscy trzymamy kciuki za pozytywne zakończenie. Jak możesz się domyślać, moi klienci mieszkają w swoim wymarzonym domu! 🙂